Korzystając z niewątpliwie „najlepszego” dnia tygodnia jakim jest poniedziałek postanowiłem napisać trochę o KOMPLIKOWANIU sobie życia. Jakby już było za mało skomplikowane
Cóż, był taki czas, gdzie śmiało mogłem pisać doktoraty z komplikowania sobie codzienności. No dobra, teraz też zdarzy mi się rzucić sobie jakąś beleczkę pod nogi, ale i tak nie ma porównania . Zamiast wybierać najprostszą lub chociażby prostą drogę, z uporem maniaka szedłem naokoło, czasem po kilka razy, zamiast prosto do celu. Ogólnik pomyślisz sobie. Przykładów mógłbym podać milion, ale pierwszy o który pomyślałem to mój były talent do nie mówienia wprost. Tego o czym myślę, bądź nie myślę. Wiesz, to jest męczące kiedy usta mówią tak, a w środku trwa wojna. Albo na odwrót, kiedy nie idę, a wszystko dookoła wskazuje żeby iść. Nie babram się już w tym, co by było gdyby. Gdybym wtedy powiedział jej, że zostaję. Gdybym zrobił wcześniej potrzebne mi kursy. Gdyby, gdyby, gdyby i gdyby. I tak można mnożyć i mnożyć i się zestarzeć. Nie wiem co by było gdyby. Może by mnie samochód przejechał. albo piorun siarczysty strzelił. Na chwilę obecną staram się, i mam wrażenie, że coraz bardziej mi wychodzi i podoba się mówienie. Tego na co mam zgodę i tego na co zgody nie mam. Nie jestem w tym mistrzem, raczej startuję z rangi giermka i nie wiem, czy chciałbym być w tym kiedykolwiek pro. Jeżeli w ogóle można to rozpatrywać pod tym kątem. Poniższe motto spodobało mi się z jednego szczególnego względu – brzmi tak prosto, że aż niewiarygodnie, prawda?
Ale zastanów się chwilę. Czy oby to jest na pewno takie proste? Dla mnie nie było, i nie we wszystkich przypadkach jest. Coś tam w tej niebezpiecznej okolicy się niedobrego zadziewa, prawda? Co to może być? Co może wpływać na zdolność do komplikowania?
– Wewnętrzny krytyk terrorysta. Tak, to ten głos w Twojej głowie, który mówi Ci, że nie dasz rady. Nie rób tego. Zbłaźnisz się. Może jutro. Nie znoszę skurczybyka. Stoi facet przed dziewczyną, która ewidentnie czegoś od niego oczekuje a ten milczy jak słup soli. Zdarzyło mi się. Właśnie ten cholerny głos mi mówił – zbłaźnisz się. Wyjdziesz na debila, odpuść. To zadziwiające, że mimo ewidentnych dowodów na coś dookoła, wnętrze mówi Ci, że nie jest tak. Albo szepce niewinnie „nie powinieneś się w ogóle urodzić”. I szeptał, aż w to uwierzyłem. Ale było, minęło. Pamiętaj, jeżeli głos w środku głowy mówi Ci, że nie dasz rady – pamiętaj, łże skur****n.
– Analizowanie. Moje drugie ulubione. Wojna myśli inaczej. Zatruwanie sobie teraźniejszości przez babranie się w przeszłości, gdybanie i projektowanie. Wszystko co niepotrzebne generalnie. Nie mam nic do pamiętania o przeszłości. To ważna lekcja. Ale babranie się w tym to już co innego. Zbytnie rozgrzebywanie, czemu tak się stało. Albo czemu się tak nie stało. Albo czemu w 74′ poślubiłem Helenę, chociaż podobała mi się Stasia . Tak żartem trochę, ale wiąże się to często z poczuciem krzywdy, ale to na inny temat. Projektowanie heheh. Czyli jasnowidzenie inaczej przepowiadanie przyszłości W swojej głowie założyłeś że coś się dokona, zanim to się stanie. Jaka incepcja Jeżeli miałoby to działać, to wszyscy bu jeździli Porszakami od tych wygranych w totka . Ale już kończę, te żarty, wiem, że to skutecznie zatruwa życie.
– tzw. „wampiry energetyczne”. Coż, wszyscy znamy takich ludzi. Wysysają z nas powoli wszystko co dobre. Zawsze muszą być na świeczniku, błyszczą naszym kosztem. Szef, który firmuje swoim nazwiskiem Twój projekt, koleżanka, która mówi Ci że we wszystkim źle wyglądasz, rodzic, który mówi Ci, że nic nie osiągniesz. Wiem, leczą swoje kompleksy, ale jak się przeciwstawić? Ciężko wyjść z takich relacji, może dojść jeszcze nawet polubienie takiego stanu bycia w cieniu.
– od jutra. Tak, z tego też mogłem pisać doktoraty. Zrobię wszystko, osiągnę wszystko, ale od jutra. I tak w kółko. W najlepszym przypadku na naprawdę ostatnią chwilę. Taki upośledzony program 24h. Ileż to konsekwencji miałem z tego powodu. Głównie finansowych. Tygodniami potrafiłem nie zaglądać do skrzynki pocztowej, chociaż wiedziałem, że muszę to zrobić. Lęk, plus myślenie magiczno – życzeniowe. Ale samo się nie rozwiązało. Kiedy zacząłem pracować nad sobą ten przełom zaczął nadchodzić, duża w tym zasługa moich bliskich. Serio, dzisiaj wychodzę z założenia, że lepiej coś zrobić teraz. Jutro jest niepewne.
– Perfekcjonizm. Oj taaaaak. Wszystko jest niedostatecznie dobre. Wszystko musi być wręcz idealne, obrazkowe. Ile to zabiera czasu, ile energii. Pamiętaj, jeżeli nie zrobisz czegoś wystarczająco dobrze, to nie oznacza, że jesteś niewystarczająco dobry/a. Luz, przecież świat się nie zawali.
– Poczucie niskiej wartości. Wszystko we mnie jest be. Było. Chociaż czasem się odzywa. Negatywne myślenie o sobie może skutecznie zahamować rozwój. Niektórzy mówią na to „źle się ze sobą czuję”. Mało kto o tym wie, ale z mnóstwa czynności zrezygnowałem przez z pozoru błahe rzeczy. Najwięcej, nadwaga. Czasem była, czasem jej nie było. Nawet jak jej nie było, to i tak czułem się nieatrakcyjny. Potrafiłem dosyć szybko schodzić z masy. Np o 20 kg, ale i tak finalnie nie czułem się z tym dobrze. Teraz wiem, że to i mnóstwo innych rzeczy było spowodowane brakiem samoakceptacji. Ba, wręcz nienawidzenia się. Ale jak to mawiał śp. Wiktor Osiatyński „wstań rano, zrób przedziałek i odpieprz się od siebie.

To tak pokrótce, podejrzewam, że fachowcy odnajdą jeszcze mnóstwo rzeczy, które powodują komplikowanie sobie życia. W moim przypadku, były to głownie: poczucie niskiej wartości i maskowanie tego, wewnętrzny sk***iel, wampiry energetyczne. Sporo pracy własnej wsadziłem, żeby się jakoś wyprostować. Sporo pomocy też od życzliwych mi ludzi. Nie piszę o tym, żeby się przechwalać, czy co, tylko w kontekście, ze z największego nawet bagna da się wyrwać. Przełamać pewne schematy, wyjść z tego pieprzonego więzienia, jakim jest własna głowa. Nie zastanawiać się, co ta druga osoba pomyśli, bo tego po ludzku mówiąc nie wiesz. Ale możesz się dowiedzieć, pytając.
Życie może być dużo prostsze od tego w którym tkwimy.